18:01

33 lata

Ciepło,mgliście,spokojnie. Taka niedziela we dwoje
Prezenty kupione [ po konsultacjach ] zaraz będą pakowane i jak co roku po 12 grudnia wchodzę w ostatni zakręt.
Wczoraj miałam trochę gości [ci sami z małymi przerwami od wielu,wielu  lat ] i każdy z nas wspominał dzień jak 33 lata temu po powrocie ode mnie obudzili się w niedzielę w innej rzeczywistości. Starsze pokolenie wie o czym piszę :) i jednogłośnie stwierdziliśmy ,że dawniej było trudniej ale inaczej.Na spotkania nie trzeba było umawiać się kilka dni wcześniej.Każdy pracował do 15 i reszta dnia była do dyspozycji.W pracy też było lepiej,serdeczniej.Ja od dawna zawodowo nie pracuję ale z opowiadań wiem jaka atmosfera teraz jest w biurach.Jak brak jest życzliwości.Szkoda.


Ale tu u teraz też jest dobrze , tylko trzeba znależć swój punkt zaczepienia
Młodsza wnuczka zażyczyła sobie choinki do sufitu.Prawdziwej.Mąż już znalazł szkółkę i czeka na ich przyjazd żeby sobie wybrały.

Miłego Tygodnia

8 komentarzy:

  1. O tak, wiem, o czym piszesz. Nas - studentów wyrzucili z akademików, zamieszkało w nich ZOMO...
    Faktycznie ludzi byli mniej zagonieni, serdeczniejsi, było biedniej, ale radośniej...
    Teraz trzeba bardzo dbać o poprawne stosunki między ludźmi...
    Miłego adwentu ciąg dalszy...

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie to były okropne czasy, kartki, kolejki, w sklepach ocet, groszek i pustka, żadnej nadziei na własny kąt. 12 grudnia wieczorem byłam z moim przyszłym mężem w Warszawie w kinie na "Czasie apokalipsy", a rano takie przebudzenie.
    Pozdrawiam wspominkowo.

    OdpowiedzUsuń
  3. Aszka, był inaczej, spokojniej, rodzinnie - teraz rodzinnie jest od święta. I to nie zawsze. Ja pamiętam te czasy z perspektywy dziecka: mama w domu, babcia w domu, obiad na stole o 14, pomoc w lekcjach, spanie o 19...dziś jako dorosła o 19 często wracam dopiero z pracy:(
    Obiad odgrzewany (mam jeszcze siłę gotować na następny dzień, więc syn nie musi zamawiać pizzy, z czego nie zawsze się cieszy:)) i dopiero wówczas siadamy do lekcyjnych problemów. Kończymy o 22 - zanim dom zaśnie minie jeszcze godzina - wtedy mam czas dla siebie i męża. To mało, za mało...dlatego tak celebrujemy weekendy i jak najwięcej rzeczy robimy wspólnie. A o poważnych problemach można pogadać nawet przy obieraniu ziemniaków:)
    PS. Mój syn stwierdził, że "nie przeżyłby" w moich czasach - nie może pojąc co myśmy robili na przerwach, jadąc tramwajem idąc do kuzynostwa w odwiedziny skoro NIE BYŁO komputerów, tabletów, MP-4, PSP czy komórek...

    OdpowiedzUsuń
  4. Te czasy są dla mnie nieznane! Ale wiem wiem, z opowiadań rodziny...
    Młodsza wnusia w tym roku będzie miała pełne ręce roboty:) Taka choinka do sufitu będzie wymagała mnóstwa pracy, ale na pewno będzie PIĘKNA!
    ściskam serdecznie kochana

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak ,miałam raptem roczek. Do dziś jednak pamiętam, że ludzie spotykali się przy paluszkach, bez okazji, byli blisko. Tak byłam naczona- do ludzi się po prostu wpada. Dzisiejszy, mój dorosły świat nakazuje umówić się z kilkudniowym wyprzedzeniem. Coż, szkoda. Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  6. Mimo iż byłam wtedy dzieckiem dokładnie pamiętam TEN dzień.Zapytałam mamy, czy...będzie wojna? Stan wojenny dla dziecka był nie do pojęcia.
    Miłego ubierania choinki:)
    Pozdrawiam cieplutko :):):)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wszyscy pamiętamy...czuje zapach świąt u Ciebie, zapachniało goździkami....pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
  8. To prawda, było inaczej.Czasami tego inaczej tak bardzo dzisiaj brakuje.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Zielony zakątek , Blogger