16:39

Wystawa psów

I po raz kolejny pojechaliśmy na wystawę psów.I po raz kolejny wróciłam jakaś "zdołowana".Tym razem nie z powodu "pudli-cudaków" ale Yorków. Sporo czasu spędziłam przy ringu dla Yorków obserwując przygotowania do pokazu.I nie zauważyłam ani jednego radosnego psa.Wszystkie ze smutnymi oczkami znosiły tortury-czesanie,zakręcanie,prasowanie,pryskanie itd.Część leżała z poduszkami-rogalikami na szyjkach żeby fryzura się nie zepsuła.Część na stolikach tak zmęczona hałasem i zabiegami,że wogóle nie reagowała na przechodzących.Jedna z pań sama stwierdziła,że toje męczy ale są do tego przyzwyczajone.A to pieski ruchliwe,wesołe....nie nawet gdybym miała psa super wypas to bym go nie dała na takie widowisko. Inaczej odbierałam zabiegi przy nowofunlandach może dlatego,że one z natury mają takie lekko przymulone spojrzenie .
Zdjęcia nie najlepsze bo nie chciałam robić z lampą błyskową żeby dodatkowo ich nie stresować.
Nie zdecydowanie więcej na wystawę nie pojadę
 Coś zwyciężył-brązowy nowofunland- chyba wolę czarne
 Kompletny brak reakcji na nasze zdjęcia,zagadywania.

 te w klatkach robiły przygnębiające wrażenie.Były też w zakrytych.Zastanawiałam się jak one się tam czują - nic nie widzą i tylko słyszą hałas.


 dwa charty w kojcu





 ten też coś "ugrał" dla pana

 ten też zwycięzcą został

I jak po kilku godzinach wróciliśmy do domu przywitały nas nasze-Diana z legowiskiem Tobiego w pysku - taki prezent - mrucząca i tuląca się do nas i podskakujący mały Tobi którego musiałam wziąć na ręce i siedzi na nich do tej pory.Szczęśliwe psy

Pewnie trochę przesadzam w swoich odczuciach ale.....

I dodam,że można było kupić Rogala Marcińskiego za 10 zł/szt.Pogięło ich chyba,  bo nie był ze złota

14 komentarzy:

  1. Aszko, ze smutkiem przeczytałam Twoje wrażenia z wystawy i w pełni podzielam Twoje zdanie... zwierzęta obiektywnie piękne, choć te usztucznione fryzury są im kompletnie niepotrzebne - chyba tylko do 'ugrania' nagrody dla pana.
    Sama mam rasowe koty i takiegoż psa, ale wyborem rasy kierowały względy dotyczące charakteru i usposobienia zwierząt, a nie ambicja wystawiania ich na wystawach. Również uważam, że to dla nich żadna zabawa, a męczarnia. Szkoda ich! :(
    Pozdrawiam niedzielnie,
    A

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z Tobą kochana. Moim zdaniem psy to nie "zabawki". A co do rogali to ogromna przesada. wychodzę z tego założenia, że lepiej upiec samemu... Swoje wiadomo z czego, co w nich jest itp. Z ceną przesadzają.... Buziaczki kochana

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się z Toba, biedne psy. Od 20 lat mamy tylko kundle. Kiedyś były rasowe, nawet z nowofunlandem chodziliśmy na wystawy. Stwierdziliśmy jednak, że pies tez "człowiek" i w życiu coś mu się należy. Żadne wystawy i stresy tylko miłość nasza:) Pozdrawim!

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba mi się to nie podoba, wole mojego yorczka, ździebko zarośniętego ale szczęśliwego i radosnego. Guzizk mnie obchodzi, że nie ma papierów rodowodowych.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie przesadzasz widać że te psy nie są najszczęśliwsze:myślę że nasze trzy urwisy mają dobrze może nie zawsze są wyszczotkowane i zdarza im się poleżeć w sianie czy trocie ale zawsze mają radosne oczka:)))Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  6. mam podobne odczucia co ty jeżeli chodzi o wystawy . Kilka lat temu byłam na podobnej w Berlinie jako towarzyszka mojej koleżanki, która ma hodowlę - współczułam tym zwierzakom - jestem zbyt wrażliwa i nie mogłabym tresować psa i traktować go jak zwierze cyrkowe dla aplauzu innych. Ciepło pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wszystkie psiaki piękne fajne takie imprezy byłam kiedyś na żywo to super wygląda pozdrawiam ciepło Maria

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie wiem jak yorki ale wystawiam psa którego wystarczy przed wystawą wyczesać (czesania nie lubi ale trzeba to robić nawet jeśli się nie chodzi na wystawy) i mówcie co chcecie ale on lubi wystawy. Zawsze to jakaś rozrywka, jest z panciami, dostaje smakołyki, różne dzieciaki głaszczą go i tarmoszą, dorośli często też....dla niego świetna zabawa

    OdpowiedzUsuń
  9. Moje dwie "dziewczynki" umorusane bieganiem po mokrym ogrodzie leżą leniwie i radosne na swoim posłaniu :-)
    Uściski

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo lubiłem wystawy psów.Teraz jak, niestety, nie mamy naszego czterolapego przyjaciela, leonbergera, to już mniej.Zawsze mile oglądam fotki z takich imprez.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja nie lubię wystaw, chociaż kocham psy! Sama mam dwa, w tym jednego maltańczyka - to te śliczne małe, białe, długowłose z Twoich fotek. Ale nigdy nie poddałabym go takim zabiegom, które uniemożliwiają normalne funkcjonowanie; jakieś odżywki, papiloty, żelazka...To jest żywa istotka, a nie lalka! Mój Ptyś ma podcinane raz na kwartał włoski, codziennie go delikatnie czeszę, ale on może swobodnie biegać po ogrodzie, chodzi z nami na długie spacery, a potem - jak typowy poduszkowiec - odpoczywa na kolankach.
    Pozdrawiam Cię serdecznie. Dala

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dalu,jak miło Cię czytać . Tak jakoś w tym wirtualnym świecie się mijamy

      Usuń
  12. Cieszę się niezmiernie, że mnie odwiedziłaś, bo dzięki temu trafiłam tu- wspaniałe miejsce i te wszystkie piękne filiżanki (i nie tylko one:)- pozwolisz, że się rozgoszczę?:)
    Nasz labrador jest jak najbardziej rodowodowy, pochodzi od pary wspaniałych championów i też pierwotnie myśleliśmy, żeby zrobić z niego psa wystawowego- ale to było zanim nie zaczęłam tych wystaw odwiedzać. Tak jak piszesz- w obecnych tam psach jest tak mało radości, raczej bolesna rezygnacja i znudzenie- uznaliśmy, że nie chcemy, żeby nasz Balzak też był taki:)
    Pozdrawiam Cię serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam i cieszę się,że myślimy podobnie

      Usuń

Copyright © 2016 Zielony zakątek , Blogger