16:52

Robinson Crusoe i suszone grzyby

Czy jest między nimi związek? otóż jest..
Ale od początku
Dawno ,dawno temu moja mama suszyła grzyby w ...piekarni.Tam zresztą zawsze w soboty i przed świętami nosiliśmy blachy ciasta do pieczenie.Grzyby też suszyli-pachnące ,jasne wychodziły z piekarnika .Nie wiem jak to robili  ale wyglądały cudnie.No i ja będą dzieckiem onego czasu czytałam sobie z wypiekami na twarzy Robinsona Crusoe.Byłam może w 3-4 klasie szkoły podstawowej.Grzyby pachniały i ja bezwiednie je jadłam [to zostało mi do dziś] .Sporo tego zjadłam- teoretycznie surowe grzyby.Książkę oczywiście skończyłam ale niestety wieczorem zaczęła się jazda. A dodam,że dawniej nie było toalet w domu tylko schodziło się piętro niżej .I tak mieliśmy dobrze bo swoją osobistą bez dzielenia się z sąsiadami.Umierałam...do rana uspokoiło się na tyle,że mogłam iść do szkoły.
Nie pamiętam czy przyznałam się mamie do powodów mojej niedyspozycji.Długo nie mogłam patrzeć na suszone grzyby.
Teraz mogę i czasami sobie skubnę jak wkładam do słoika już ususzone.Ale zawsze,zawsze przez te wszystkie lata jak czuję zapach to myślę o Robinsonie.Już do końca życia książka i grzyby będą stanowiły jedność.
Pewnie podobnie macie np.z perfumami.Zapach zawsze coś przywołuje
A to sprawca moich dzisiejszych wspomnień



Mało ale niestety u nas były tylko kurki.Ponad 3 kg syn zamroził.Tylko to przynosił.W jednym słoiku są same prawdziwki od sąsiadki.Osobno bo ...ja lubię sama grzyby obierać i suszyć
I nawet pisząc i oglądając zdjęcia podświadomie myślę o Robinsonie.

Z tymi widokami mam jednoznaczne skojarzenia






kwitną pelargonie - te wniesione do domu.Reszta padła

i Marcinki ucięte do wazonu

I mój Tobiś


Dziękuję za życzenia zdrowotne:) samo przyszło samo przeszło pewnie wróci....
Miłej niedzieli

13 komentarzy:

  1. Ależ Ci się zbudowało skojarzenie:)myślę,że takie właśnie elementy tworzą piękne wspomnienia z dzieciństwa")

    OdpowiedzUsuń
  2. Też lubię Robisona Cruzoe wspaniałą powieść a grzyby również wcinałam tak jak ty i też były niestrawności - dziękuję ci za ten post Aszka miłego weekendu ci życzę Maria

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja również miewam podobne, różne skojarzenia z różnymi czynnościami z teraz, no i wspomnienia.To pewnie przychodzi z latami.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czasem różne sytuacje z czymś się kojarzą i zostaje to na zawsze:)))grzybki wyglądają ładnie u nas też w tym roku nie wiele:))))Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  5. Aszko, i ja jadłam od dziecka grzyby, co dziś wydaje się być bardzo nierozsądne, ale takie były czasy. Kłopotów żołądkowych raczej nie miałam, choć bywało, że zjadłam ich zdecydowanie zbyt dużo - ale kto oprze się podpieczonym z solą, na babcinym piecu, kurkom, czy podgrzybkom w śmietanie z tłuczonymi ziemniakami?
    Zdjęcia ogrodu po ataku przymrozków przypominają mi mój. Dziś jednak prawdziwa, złota polska jesień - pogoda wymarzona!
    Serdeczności,
    A

    OdpowiedzUsuń
  6. Robinsona oczywiście czytałam, a z grzybami nigdy nie miałam podobnych perypetii, pewnie dlatego, że nie wiele ich jadam.
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  7. Aż u Mnie czuć zapach tych suszonych grzybków... Piękne zdjęcia kochana. Marcinki bardzo mi się podobają, ale niestety ich nie mam.. Ciesze oko Twoimi.... Ściskam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  8. Suszone grzyby pachną nieziemsko, mi jednak mama mówiła, że surowe są trujące i trzeba ja najpierw ugotować:) Pewnie dlatego, żeby mnie wystraszyć i żebym nie miała takich sensacji jak Ty:):):) Zajadałam się jednak marynowanymi łącznie z wypijaniem (ukradkiem oczywiście) ich galaretkowatej zalewy z cebulką i gorczycą...na samo wspomnienie mam ślinotok:) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Jaki on piękny!!! Marta już nie może się doczekać Tobcia. A wczoraj o mało co nie wróciłam z Kiermus z psem, bo chodzili i oddawali za darmo. A moim nie trzeba byłoby dwa razy mówić "tak" :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Twoje opowiadanie zabrzmiało jak anegdotka i zarazem ostrzeżenie. Z grzybami trzeba uważać. Moja mama zawsze powtarzała, że grzyby trzeba odgotować (oczywiście poza tymi do suszenia). Uwielbiam chodzić po lesie za grzybami i często podgryzam sobie jakiegoś podgrzybka.
    Tobiś jest rozkoszny. Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mamy czas grzybow,,to znaczy ..macie, bo u mnie tu nigdzie nie ma a na targu trzeba zaplacic krocie..piekny pieseczek i sliczne foto z ogrodu.)

    OdpowiedzUsuń
  12. O tak, zapachy przywołują wspomnienia. Jako notoryczny migrenowiec mam wyczulony węch bardziej niż przeciętna osoba. Bywa to czasem uciążliwe, ale generalnie z zapachami mam miłe skojarzenia.
    U nas też mało grzybów. Dobrze, że mam spory zapas, jeszcze z ubiegłego roku:)

    Pozdrawiam późną porą
    Tomaszowa

    OdpowiedzUsuń
  13. This article contains great original thinking. The informational content here proves that things are not so black and white.
    I feel more intelligent from just reading this.

    Keep sharing.

    Feel free to visit my blog ... Best acne treatment; dailystrength.org,

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Zielony zakątek , Blogger