15:45

Pech

Co może być największym pechem dla zadeklarowanej "psiary" ?
Uczulenie na psią sierść. Nie truskawki, nie nowalijki a to czego bałam się najbardziej. Bo roztocza, nikiel, chrom to już maleńki dodatek.
Wróciłam ze szpitala gdzie leżałam od kilku dni na dermatologii  i pierwsza powitała mnie Diana - z prezentami w pysku. I jak jej nie przytulić?
Pech........

5 komentarzy:

  1. I ja dzisiaj wróciłam właśnie od alergologa :-)
    Uściski

    OdpowiedzUsuń
  2. Przez siedem lat mieszkałam z moim psiakiem, teraz kiedy został u mamy i go odwiedzam okazało się że mam uczulenie:P ale oczywiście nie przeszkadza mi to w wizytach no i myślę również o psiaku jak już ten odejdzie... ale już u mnie:)

    OdpowiedzUsuń

  3. Pech!? ja bym to nazwała normalnym ........m, no dobra totalnym pechem!!!!! Ciekawa jestem jakie rozłąkowe, zafundowała pańcia swoim pieskom?
    Prezenty jest przyjemnie przyjmować,czyż nie? ;) Pa.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pech jak nie wiem co! Współczuję ci strasznie bo nie mieć sierścia kiedy sie kocha sierścia to masakra. Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj Aszko:)
    Ja też jestem alergikiem,na szczęście testy nie wykazały uczulenia na czworonogi, ani te psie, ani kocie...
    Mam nadzieję, ze Twoje pupile nadal mają u Ciebie miejsce..
    Trzymaj się mocno. Uściski posyłam Romantyczna Dusza.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Zielony zakątek , Blogger