19:40

Pomroczność jasna...chyba

Na początek chciałam podziękować za miłe wpisy w poprzednim poście.Okazuje się,ze sporo z nas myśli podobnie i nie chodzi tu o tzw."skąpstwo".Dziękuję :)

Co do pomroczności-otóż los mnie chciał pokarać za złamanie danej sobie obietnicy .Z resztek jabłek zrobiłam wczoraj kolejne musy i pomyślałam - "czemu nie". Miałam zamrożone płaty z biszkoptu,miałam galaretkę agrestową,miałam mus-i postanowiłam zrobić jabłecznik.Wymieszałam mus z galaretką i myśląc już o tym jakie będzie dobre zamiast poczekać aż się zsiądzie i zgęstnieje wylałam taki gorący lejący na biszkopt.Przykryłam kloszem [przeciw latającym] i pojechałam do miasta.Tam kupiłam bita śmietanę wracamy z mężem do domu idę do ciasta a tam zgroza.Cienki elastyczny placek
nasiąknięty galaretką.I nawet śmietana nie pomogła.Powiem jak zawsze mówiła moja mama "smakowo dobre" ale to w tym wypadku jest trochę na wyrost.
Bo przecież wiem,że tak się nie robi.Normalna pomroczność......

Za to dzisiaj zerwałam ostatnie maliny

sporo ,ponad 2 kg.Wyjątkowo dużo w tym roku zebrałam.
trochę do słoików i trochę do bieżącego spożycia
I w końcu mogłam spokojnie usiąść i przegryzając czytać i oglądać w pigułce Zielony Kuferek z opowieściami jej właścicielki .

 kolejne ostatnie zbiory-róże.Kwitną sobie co niektóre jakby to środek lata był a,że zapowiadali deszcze to pościnałam


bo,że to już naprawdę jesień widać po jesionie.


I na koniec-taki talerz cynowy kupiłam.Właściwie to tylko dla "obrazka"

ot,taka :pomroczność" :)



6 komentarzy:

  1. a ja malin w tym roku prawie nie miałam nie przycięłam krzaczków i taki efekt...

    OdpowiedzUsuń
  2. Agatko,syn nasze za parę dni juz zetnie

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja zawsze przycinam na wiosnę. W tym roku zebrałam masę owoców ( 30 litrów soku i ze 20 kilo w zamrażarce. Do sąsiadki pojechało z 8 wiader owoców. Jeszcze są...A w przyszłym roku pewnie będzie więcej, bo młody malinowy chruśniak dał pierwsze owoce w tym sezonie... A co do ciasta - no cóż. Każdemu się zdarza. Chociaż mój zakalec z niedzieli dał się zjeść...
    Pozdrawiam serdecznie
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety jesień jest już z nami.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. a cóż to znaczy dokładnie "opowieści w pigułce" właścicielki Zielonego Kuferka..czyżby jakieś wydawnictwo? Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Asiu,my ścinamy tzn.syn jesienią i dają pod agro.obornik.Widocznie każdy sposób jest dobry.Ważne ,że skuteczny
    eljot,witaj...u mnie teraz już zero stopni na termometrze
    tabu-w Moim Mieszkaniu Maria z Zielonego Kuferka zaprosiła do swojego domu i z przyjemnością spędziłam czas przy lekturze

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Zielony zakątek , Blogger