18:45

Kruszynka

Dawno,dawno temu jak chodziłam gdzieś do 5 klasy szkoły podstawowej mama przyniosła mi w torebce po cukrze psa.Maleńki ,z ratlerków.Nazwałam go Kruszynka.Nie było mądrzejszego psa,bardzo kochliwa- chociaż wtedy niezbyt przejmowały mnie jej amory.Pamiętam jak tata połamał kij od miotły na absztyfikancie który przyszedł do nas po schodach rano i wył jak najęty.Wszyscy sąsiedzi mieli dzieci mojej Kruszynki.Wprowadziła trochę dobrej krwi .Ojców jej dzieci nie znałam-niestety.Na swoje usprawiedliwienie mam,że-szkoła,kółko teatralne itd.Ale to był mój pies i wszędzie za mną chodził .Niestety jej pani czyli ja wyjechałam do szkół 100 km od domu do Gorzowa Wlkp.Mieszkałam w internacie i dawniej nie było wolnych sobót a więc i wyjazdów za dużo nie było.Były soboty wyjazdowe-w sobotę po szkole do pociągu ,do domu ok.19 w domu.I tu wyszedł instynkt mojej Kruszynki- rodzice nigdy nie wiedzieli kiedy przyjadę [telefony luksus nie dla wszystkich]ale ona wiedziała.Mama mówiła,że w pewnym momencie robiła się niespokojna,drapała w drzwi.Wypuszczali ją i ona wybiegała mi naprzeciw.I mama potem już wiedziała,że to córeczka przyjeżdża do domu gdy Kruszynka wybiegała w sobotę ok.19 z domu.
Niestety kiedyś spadła ze schodów i coś się jej porobiło w środku.Weterynarze nie zajmowali się takimi małymi zwierzaczkami-to nie świnia ani krowa-i  jak do mamy przyjechało pogotowie [mnie nie było] to sanitariusz ją wziął i powiedział ,że wyleczy.Czy wyleczył nie wiem-pewnie nie .I już nigdy jej nie zobaczyłam.Dzisiaj znalazłam jej zdjęcie i tak mi się to wszystko przypomniało.I teraz po wszystkich filmach ,informacjach na różnych kanałach telewizyjnych o psach wiem ,że to był instynkt w najczystszej postaci.I wierzę,że kierowała nią wielka miłość do swojej pani.
Miałam sporo psów potem i to takie które mnie miały za swojego przewodnika stada ale Kruszynka to była....Kruszynka.I dlatego poświęciłam jej ten post

7 komentarzy:

  1. Ale piękne historia! Aż mi się łzy zakręciły w oczach...
    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  2. Takie wspomnienia są cudowne, pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja miałam Żabkę, która była niezastąpiona, aż chodziły o niej legendy, to ona była tak na prawdę dobrym duchem naszej rodziny, a jej potomków miała każda szanująca się rodzina w naszej wsi i mieście, tak jak Kruszynka:) ale kawalerów ja sama goniłam z kijem od miotły od niej, bo do biednego, malutkiego kundelka przychodziły nawet wielkie wilczury:))z jednego miotu miała raz aż 12 małych z czego przeżyło wówczas 7, śmierć jej tragiczna pod kołami samochodu miała taką przepuklinę że ledwo chodziła:((A z jednego z jej miotów był Bambus i to był tylko mój pies. Zimą potrafił przepłynąć rzekę żeby tylko być koło mnie. Kiedy pojechałam na studia zniknął, nikt go więcej nie widział:((
    Przepraszam, że tak się rozpisałam ale mi również na łzy się zebrało

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba każdy z nas ma swoją "kruszynkę" w pamięci

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękna historia. Ja tez kiedy oglądam fotografie nieraz przypominam sobie zdarzenia związane z osobami lub zwierzętami znajdującymi się na zdjęciach .I nieraz łza zakręci mi się w oku,
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Aszko pięknie opisałaś przeżycia związane z Kruszynką - taka pamięć o czworonożnym "przyjacielu"z dzieciństwa, to mnie rozbraja! Filuternie wygląda na zdjęciu - dobrze, że je przechowałaś. Pozdrawiam i buziaczki przesyłam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wzruszająca opowieść.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Zielony zakątek , Blogger