12:51

Czas kocicy

Czas kocicy
Wydawało mi się,że ostatni post był niedawno a okazuje się ,że prawie rok temu.Gdzie mi ten czas uciekł. Niewiele się dzieje,pory roku przemijają ,wszystko jest przewidywalne
Zmieniłam nazwę z Zielonego Zakątka na Dom pod jesionem. Drzewo to rośnie u nas od początku,już ponad 30 lat.Z malutkiego wiotkiego drzewka zmienił się w dorosłe drzewo które latem chroni kuchnię przed południowym słońcem a jego wierzchołek jest teraz na poziomie piętra i okien pokoju wnuczek jak przyjeżdżają . Myślę,że nazwa będzie dobra
Tobi zapomniał  o spotkaniu z ropuchą i na jego szczęście wyszedł z tego dobrze.Domownicy mają mi za złe,ze staram się trzymać go koło siebie i nie lubię spuszczać go z oczu. A ja wiem dlaczego
Rok temu we wrześniu przyszła do nas malutka kocica.Podejrzewamy,że ktoś ją wyrzucił.Kot u nas przy ruchliwej drodze to nie jest dobry pomysł.Wszystkie zawsze kończyły pod kołami i dlatego nie mieliśmy od wielu,wielu lat kota.Ta nas wybrała i została. Była tak maleńka,ze przeszła przez oczko od siatki w płocie.Bardzo nie chcieliśmy się do niej przyzwyczaić
Pierwsza sesja
Do czasu sterylizacji nie wypuszczaliśmy jej z domu. I mieszkała sobie z nami, z Tobim z którym była w dobrej komitywie  bo on jest bardzo łagodny i przyjazny
Narobiła trochę szkód ale nie złościłam się bo tłukła to czego nie lubiłam. Dzięki niej zrozumiałam,że nie potrzebuje już więcej misek,filiżanek,talerzyków i tych innych drobiazgów którymi zapełniałam komody.Sporo musiałam pochować,firany popodpinać wysoko





Po sterylizacji w kwietniu jeszcze ją przetrzymaliśmy ale kocia natura była silniejsza. Bardzo przeżyłam jej pierwszą noc poza domem. Rano wróciła zjadła i poszła spać. Ale potem już nigdy nie nocowała na zewnątrz. 
Działka dużo,drzew,krzaków sporo.Polowała,przynosiła do domu

Bała się samochodów,motorów a jednak pewnej niedzieli  musiała wybiec na ulicę i wpadła pod samochód. Nie cierpiała .
Żal i złość,że nie upilnowaliśmy ale...wiedzieliśmy, że to kwestia czasu. Nie sądziliśmy ,że tak szybko a nie zakładaliśmy że będzie cały czas w domu. W mieście w bloku to by zdało egzamin ale nie u mnie.  Myślałam,że jak kotka,po sterylizacji to będzie się trzymała domu. Czasami mam wrażenie,że wskakuje na okno i czeka żeby jej otworzyć. Taka kocia natura, że chodzi własnymi drogami.Szkoda,że działka jej nie wystarczyła.
To ostatnie zdjęcie 

10 miesięcy radości ale...już nigdy nie  będziemy mieć kota. 



07:45

Ropucha kontra Tobi

Ropucha kontra Tobi
Mam w swoim ogrodzie żaby. Jest gęsto więc mają swoje kryjówki.Czasami wykopię jakąś szarą ale zaraz ją przykrywam z powrotem ziemią bo tak lubi mieszkać .Mam też ropuchy ale te widuję mąż bo czasami podejdzie pod zakład. Żyjemy sobie obok ja z wiarą,że zjadają ślimaki i inne paskudztwa niekoniecznie pożyteczne.No i mam Tobiego- małego yorka który ma we krwi polowanie na wszystko co rusza się na jego poziomie. Najczęściej są to myszy, dodam,że nigdy nic nie złapał czasami pogoni ptaka dla zabawy. Do piątku.W piątek po południu upolował sobie małą żabkę i teraz wiem,że to była ropuszka.
Będąc w ogrodzie lubię mieć go na oku ale w piątek zniknął mi na parę minut.Wołam,nie przychodzi więc szukam.W końcu widzę,że stoi nad czymś i zadowolony patrzy w moją stronę.Podeszłam i widzę leżącą na plecach żabę.Pomyślałam,że ją zagryzł bo dotknęłam  butem a ona bezwładna. Tobi natomiast miał sporo śliny na pyszczku.Odgoniłam go,wzięłam łopatkę i wyniosłam żabę w krzaki obiecując Tobiemu ,że umyję mu za karę pyszczek.Może gdybym umyła...
Poszłam dalej do swoich kwiatów.W nocy Tobi już miał problemy.Musiałam z nim wstawać wychodzić na dwór, stękał i drżał cały  .Pomyślałam,że pewnie znowu zjadł za dużo i dopada go niestrawność
W sobotę był lekko osowiały i co jakiś czas wymiotował białą śluzowatą pianą.Pojechaliśmy do miasta po zakupy .Po powrocie okazało się ,że tych wymiocin było więcej.Dużo pił wody ale po każdym piciu kolejne wymioty.Białe.  Już to powinno mnie zastanowić bo zazwyczaj jak ma niestrawność to wymiociny są żółte.Dolewałam mu wody ciesząc się,że mi się nie odwodni.
Kosiliśmy trawę a on sobie leżał na tarasie i jeszcze nic nie wskazywało,że coś jest nie tak.Tylko już nie chodził za nami Po południu mąż zasugerował,że to może żaba tak go załatwiła.Do komputera szukam informacji i już wiedziałam co mu jest. Chwycił żabę zębami ta chroniąc się otworzyła swoje gruczoły i toksyny ,grożne dostały się do jego pyszczka. Może gdyby wiedziała i umyła to mniej by się dostało do organizmu. Picie natomiast powodowało, kolejne wymioty. Póżne popołudnie,sobota weterynarze nieczynne. Liczyłam na cud,że może do poniedziałku doczekamy.Wieczorem do wymiotów dołączyła krwawa biegunka.Usiadłam przed internetem i szukam w okolicy weterynarza który mnie w nocy przyjmie. Okazało się ,że jest taki.Umówiłam się z nim na 23 i pojechaliśmy.Okazało się,że jego cały organizm jest zatruty.Od razu kroplówki,mnóstwo zastrzyków w tym dwa bolesne. Tobi juz tak słaby ,że nawet nie drgał przy wbijaniu igieł.
Do domu lekarstwa .I pytam weterynarza- co by było gdybym nie przyjechała albo czekała do poniedziałku ? Odpowiedział ,że serce by nie wytrzymało i pies by odszedł
Noc jeszcze miałam niespokojną bo w dalszym ciągu zwracał [nadal nie dawałam  wody] ale już bez biegunek.
Wczoraj jeszcze kilka razy wymiotował do południa .Dopiero o 19 dostał pierwszą porcję leków i wodę z hydrolitami.Noc przespał ale nie w łóżku,nie na fotelu,nie na kocyku tylko na podłodze.Cały czas nie chciał leżeć na miękkim , tylko na chłodnym i twardym.Chyba wiedział co robi. Dzisiaj rano kolejna porcja leków,picie i ugotowałam mu ryż taki kleik ale jeszcze nie chce jeść.

Dlaczego opisuję tak szczegółowo, po prostu gdybym kiedykolwiek natrafiła na taki opis to wiedziałabym od razu jak reagować. Żeby umyć pyszczek,żeby od razu szukać weterynarza żeby nie czekać.Nie sądziłam ,że toksyna żaby może wywołać takie skutki, że kontakt .Pewnie większe by były gdyby to była dorosła ropucha.Dlatego warto obserwować na spacerach w ogrodzie swojego małego lub dużego pupilka.Na stronie z yorkami na FB ostrzegłam właścicieli i dowiedziałam się,ze również zjedzenie ślimaka może mieć grożne skutki dla psa.Teraz już wiem
No i nauczka dla mnie- nie zostawiać psa samego i nie pozwalać szukać nic po krzakach. Dlaczego instynkt nie ostrzegł psa,nie wiem. Mam tylko nadzieję,że dla Tobiego będzie to nauczka, chociaż....nie wiem
Teraz leży ,słabiutki jeść jeszcze nie chce i to świadczy o tym,że jest chory bo normalnie to jeść przy nim nie można.
I mam nadzieję,że idzie ku lepszemu.Na razie wygląda tak

A teraz moje ostatnie hand made
Trafiłam kiedyś na osłonkę na doniczkę ,czarną z wielkimi złotym różami. Tak nią obracałam 5 zł,myślę wezmę może coś się da zrobić. W domu przyłożyłam do paterki i już nie żałowałam 5 zł
Kupiłam farbę, uchwyt [zaszalałam, bo diamentową kulkę] i z osłonki na doniczkę wyszedł zgrabny klosik na paterkę
przy okazji , kto tu kogo naśladuje :)

Chyba jesień idzie bo nabieram chęci na jakieś prace ręczne.Szydełko ,oklejanie bombek ...no nie wiem

08:18

Pogoda w kratkę

Pogoda w kratkę
Taki czas,że każdy ma teraz pretensje do pogody. Ja nie mam , u mnie dzisiaj niebo szare, nie ma upału i jest dobrze a błękit sobie sama załatwiłam

Miłego Dnia

07:50

Beth & Joe - I'd Rather Go Blind - Live in Amsterdam

Beth & Joe - I'd Rather Go Blind - Live in Amsterdam
Od kilku dni słucham i słucham....

12:16

Okazje

Okazje
Dzisiaj kolejne przedmioty kupione w angielskim sklepie,  moim "ulubionym". Jak pisałam zachodzę tam  z czystej ciekawości ,już bez tego "wow" jak było na początku. Pewnie jak ktoś wejdzie pierwszy raz  to będzie "wow". :)

Niebieski-  działa na mnie w dalszym ciągu. To czekało na mnie. Szybki podgląd do internetu . Sygnowana więc łatwiej namierzyć, cena na ebay i cena mojej sprawiła, że ...nie zastanawiałam się. .

Trudno sobie odmówić było.






Mam kilka podobnych waz ale wszystkie okrągłe albo owalne a na razie....
Kolejna zdobycz - tu muszę przyznać, że nie bardzo wiem "z czym to się je"
 środek to taka lekko popękana siateczka jakby było podgrzewane
na masło za głębokie a te ryby na wieczku jakby sugerowały coś rybnego

Kolorem i złoceniami pasuje do mojego serwisu obiadowego i wykorzystałam "to" jako naczynie na sałatkę śledziową. No chyba,że naprawdę na masło

Może jakieś sugestie ?

No i moje zdobycze w okazałości...łączy je jedno , złocenia :)

Ufff, ale się nachwaliłam

Copyright © 2016 Dom pod jesionem , Blogger